Kiedy znów zakwitną białe ( i nie tylko :)) bzy….
…czyli wpis o tym, jak traktować bez, gdy planujemy trzymać go w wazonie.
Bez, czyli lilak pospolity (Syringa vulgaris), bo taka jest jego właściwa botaniczna nazwa to przepiękna roślina. Na pewno wielu z Was niejednokrotnie wraz z nastaniem pierwszych dni maja pomykało chyżo na przeróżne ugory i hożo wracało z całymi naręczami tej rośliny. Następnie taki bez trafiał do wazonu i trafiał go przysłowiowy szlag z reguły już następnego dnia, a góra po dwóch dobach.
Dlaczego?
Bo nie przeczytaliście tej notki i nie wiecie, jak traktować bez. Lektura obowiązkowa, zanim jutro znowu wieczorem lub z samego rana lub w weekend ( też rano lub wieczorem- zaraz napiszę dlaczego) wybierzecie się ciąć ( nie rwać! Na Jowisza, toż to barbarzyństwo, TYLKO cięcie!) gałęzie w celu pozyskania tych pachnących białych, różowych, liliowych, fioletowych- mogę tak długo- wiech. Tak, kwiatostan bzu to wiecha.
Poza tym lektura tego przyda się Wam bardziej niż się wydaje- już niedługo zakwitną hortensje, kwitnie też kalina, która często pojawia się w bukietach, poza tym podobne traktowanie wskazane jest dla róż oraz słoneczników.
Traktowanie bzu opiszę w punktach, bo tak jest najprościej i najprzejrzyściej:
1) Ścinamy bez z krzaka. Na łowy wybieramy się kiedy jest chłodno, czyli albo wieczorem, kiedy roślina jest najedzona i zadowolona bo cały dzień fotosyntetyzowała sobie spokojnie, albo rankiem, gdy powietrze jest wilgotne i gałązka pokryta jest rosą, w związku z czym lepiej zniesie transport i brak dostępu łodygi do wody. Nigdy, przenigdy nie tniemy bzu w południe, gdy żar leje się z nieba, taki bez może nie dożyć nawet momentu, gdy wejdziecie z nim do domu! Dobrze jest, jeśli bez, który ścinamy znajduje się we właściwym stadium rozwojowym- ma 1/3 kwiatów na kwiatostanie w pąku.
2) Bez szczęśliwie przetrwał drogę do domu, bo spieszyliście się i cięliście go rankiem lub wieczorem. Usuwamy liście, najlepiej wszystkie, choć z doświadczenia wiem, że bez w wazonie wygląda po prostu ładniej, jeśli część liści pozostawimy. Zostawiamy więc część, ale tylko trochę!
3) Napełniamy wiaderko lub inne naczynie wodą i wkładamy nasze gałęzie. Obok przygotowujemy inne naczynie, wazon, w którym nasz bez będziemy trzymać. Można dodać do wody odżywki, dostępna jest w hurtowniach, sklepach on line lub kwiaciarniach ( w tym u mnie
). Woda w wazonie nie powinna być zimna, bo w niej powietrze dobrze się rozpuszcza ( rośliny nie lubią go pobierać, zaraz napiszę czemu), ani zbyt ciepła, gdyż kwiaty zbyt szybko się rozwiną i ich trwałość będzie krótka. Letnia woda jest najlepsza!
3) Nastawiamy wodę, najlepiej w wysokim garnuszku i zagotowujemy ją. Gdy już zacznie lekko bulgotać, zmniejszamy ogień, niech tylko będzie gorąca, ale niech nie bulgocze, około 90 stopni jest idealne. Wazon z wodą z odżywką ustawmy jak najbliżej, jak się da.
4) Gałązki bzu tniemy ostrym nożykiem na skos i nacinamy na krzyż na głębokość 1-2 cm albo z obu stron na skos – ważne, żeby powierzchnia cięcia była w miarę duża. Najlepiej jak zrobimy to pod wodą.
5) Zanurzamy taką naciętą gałązkę w gorącej wodzie. Patrzymy co się dzieje- zapewne pojawi się mnóstwo bąbelków powietrza i jest to dobry znak, bo oznacza, że właśnie udrażniamy wiązkę przewodzącą pozbywając się z niej pęcherzyków powietrza, które utrudniałyby naszemu lilakowi pobieranie wody. Gdy bąbelki przestaną lecieć, czyli ok 30 sek. – 1 min. bardzo szybko przenosimy gałązkę do wazonu. Lilak pije jak szalony, więc wodę w wazonie trzeba będzie dolewać.
Gotowe! Nasz bez powinien teraz wytrzymać kilka dni, minimum pięć. U mnie stoi czwarty dzień i wygląda tak, jak w dniu, gdy go ścinałam.
Identycznie jak z bzem postępujemy z hortensją i kaliną. Podobny schemat postępowania możemy stosować dla róż, choć wyparzamy krócej i nie musimy nacinać łodyg. Słonecznik również przepada za wyparzaniem, w jego przypadku wystarczy dosłownie kilka-kilkanaście sekund.
Powodzenia, na zakończenie zapraszam do obejrzenia galerii zdjęć mojego bzu:











































